
Pierwsze z czym mopsik przywitał się – to mleczko mamy. To zrozumiałe!
Potem przywitał się z samą mamą – no wypadało.
Mama lizała go, czyściła, wręcz szorowała. W sumie pierwszy dzień na świecie nie zdarza się co dzień, trzeba wyglądać przyzwoicie.
No i wreszcie przywitał się z bratem.
„Piątego” widywał już w brzuszku, właściwie opierał się o niego plecami i bardzo go polubił. W sumie rośli jednak osobno i nie było okazji lepiej się poznać.
Teraz można paść sobie w objęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz